Srebrne Usta 2009, czyli polityczna posucha
„Pustka proszę, pana… Nic! Absolutnie nic.” Tyle o polskiej polityce A.D. 2009 mogą powiedzieć tegoroczne nominacje do Srebrnych Ust Trójki. Jedynie rymy częstochowskie posła Stanisława Wziątka zdołały mi zakrzywić kąciki ust. Gdybym ze względu na pracę i naukę nie znał bieżących wytworów władzy, pomyślałbym, że za pobieraną kasę nie potrafi ona nawet porządnego kabaretu zrobić. Natomiast pogrzebałem trochę w historii trójkowej nagrody – i znalazłem hicior by Kaziu Marcinkiewicz
Widać, chłop był jeszcze na rok przed objęciem teki premiera sobą – czyli cybernetycznym nauczycielem fizyki bez przyprawionej później luzackiej gęby.
HOWTO: Wykres schodkowy w Excelu
Na podstawie rozbudowanego tutoriala po angielsku – jak zrobić wykres schodkowy w Excelu?
1. Mając dane np. wprowadzenia stopy procentowej lub dowolnej innej wymagającej zastosowania wykresu schodkowego mamy w 1. kolumnie (A) odpowiednio sformatowane daty (format->komórki->liczby->data), w 2 (B) dane. Trzecią i czwartą preparujemy zgodnie z obrazkiem (trzeba wpisać formułę do C2,D2,C3, resztę przeciągamy)

2. Na podstawie danych z kolumn A i B tworzymy wykres punktowy.
3. Formatujemy serię danych poprzez usunięcie znacznika, wyświetlenie słupków błędów o niestandardowej długości wziętej z kolumny „czas trwania” – X i „wysokość” – Y.
4. Klikamy na wytworzone schodki, wybieramy deseń znacznika „bez wąsów”
5. Formatujemy resztę wykresu wg uznania
6. Cieszymy się gotowym wykresem ![]()

Subiektywne podsumowanie filmowego roku 2009
Ku pamięci własnej i potomnych, a także pozostając oburzonym werdyktami amerykańskich jurorów postanowiłem przyznać własne wyróżnienia. Oto one:
Film roku – Bękarty wojny
Krytycy Tarantino powiedzą, że powtórka utartych schematów. Ale ja je kocham, zwłaszcza, że duch filmu jakby ten sam, ale ciało zupełnie świeże i apetyczne! Zupełnie nieznani szerzej aktorzy spisali się rewelacyjnie. No i akcja – Tarantino jak zwykle potrafił zabawić się widzem.
Nieporozumienie roku – Oskar dla no właśnie… hmmm… a! mam! Dla Slumdoga.
Infantylny remake bardzo dobrego i nienagrodzonego Miasta Boga.
Zmartwychwstanie roku – polska kinematografia.
Zabawnie opowiedziany (choć nie bez błędów) nowatorski dramat Rewers, ryjący mózg Dom zły. Chcę się wybrać na Wszystko, co kocham, by przekonać się, czy to trwałe ożywienie.
Remake roku – Avatar
Zrobiona z rozmachem adaptacja Pocahontas na miarę naszych czasów, możliwości (i oczekiwań poprawnych politycznie sił – vide jednobarwne i głupkowate złe postacie). Chciałoby się powiedzieć:
To jest Pocahontas na miarę naszych możliwości. My tą Pocahontas otwieramy oczy niedowiarkom! Mówimy: to jest nasza Pocahontas, przez nas zrobiona, i to nie jest nasze ostatnie słowo!
Właśnie – parafraza Misia, bo fajnie było sobie popatrzeć w kinie na te obrazki – z dziecięcym przejęciem – niczym przy pierwszym oglądaniu słomianej kukły Misia podpiętej do śmigłowca. Niestety w środku bezwartościowo i pusto, nie ma nawet słomy, niczym w prawdziwym Misiu (kukle, nie filmie).
W nieprzerwanych objęciach
Trochę nie rozumiem głosów (również Kobiety, z którą byłem w kinie), że „Przerwane objęcia” Almodovara to dość średni film… Ale po kolei: Po pierwsze – Pedro wreszcie wyważył proporcje między „komicznymi” (jego zdaniem) kobietami i „dramatycznymi” mężczyznami – nie tyle i nie tylko chodzi tu o proporcje ilości na ekranie, ile na potencjalnych adresatów tego filmu. Po wtóre, mimo, że reżyser porusza tematykę dość ciężką, to trzyma widza w swoistym plateau przygniecenia ciężarem treści, co rusz obniżając napięcie nienachalnym humorem (np. rozmowy Harry’ego z Diego, postać młodego X-Raya czy tłumaczki z ruchu warg). I stąd więcej na sali było salw śmiechu niż łez żądnych emocji fanek Almodovara
Po trzecie, kiczowatą, barwną scenografię i maksymalne przerysowanie dialogów dostrzeżemy tylko w „filmie w filmie” – tradycyjnemu już zabiegowi twórcy, a nie w całej produkcji… Tak więc, wart obejrzenia również dla mężczyzn film, może nie arcydzieło (tak 8/10 pkt). Chociaż w czasach, gdy pojęcie arcydzieła się zdewaluowało (p. Slumdog), może to jednak nadarcydzieło?
Dlaczego nie wierzę w liberalizm gospodarczy w Polsce?
Tak mi jakoś wczorajszy rzut oka na Puls Biznesu, a konkretnie na artykuł pt. „Ostatni dzwonek dla Donalda Tuska”, jak również dzisiejsze wieczorne piwo skłoniły do chwili refleksji dotyczących tematu liberalizmu gospodarczego, w szczególności dlaczego postrzegam tę ideę jako utopię. Uzasadnienie tej tezy zawrę w następujących punktach:
I. Komu chciałoby się wdrażać idee wolnego rynku w czasach, gdy mamy:
1. Opór armii urzędników, armii dużo skuteczniejszej w samoobronie niż Wojsko Polskie
Tak naprawdę bezkrwawa rewolucja roku 1989 w naszym kraju była „pikusiem” w porównaniu z rewolucją, jaka musiałaby zostać przeprowadzona, by wdrożyć wszystkie hasła gospodarczych liberałów. Sieć administracji publicznej jest utkana tak gęsto, że bez interwencji militarnej by się nie obyło. Jest to w końcu wielotysięczna, rozproszona armia (wystarczy sobie wyobrazić protestujących rolników, górników czy pielęgniarki a następnie zwielokrotnić ich liczbę), która jest w stanie wyżyć tylko z administracji. I obecne, antyprzedsiębiorcze prawo jest im na rękę. Tak samo zadowolona administracja jest na rękę rządzącym, bo to w końcu administracja wdraża ich pomysły, jak również pomaga im je tworzyć (w końcu ilu urzędników służby cywilnej, a ilu polityków jest zatrudnionych w ministerstwach, które biorą udział w procesie legislacyjnym? Stawiam na 100/1). Bez chętnej do działania administracji „nie byłoby komu” implementować przepisów zaaprobowanych w parlamencie, jak i ich tworzyć (przykład: 600 stron poprawek wygenerowanych przez urzędników do proponowanych przez rząd zmian w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej).
2. Pokusy czyhające na polityków liberalnych po przejęciu władzy
Pokusy te mają różny wymiar. Aby to zobrazować przyjmę założenie, że jakimś cudem władzę przejęła UPR z Januszem Korwin-Mikke na czele. Nawet, jeżeli sam pozostałby po takim wydarzeniu wierny swoim ideałom wątpię, by znalazł armię ludzi, którzy własnymi ciałami rzuciliby się do konfrontacji z rolnikami ciskającymi kamieniami po likwidacji KRUSu. Wątpię, czy oparliby się pokusom, jakie daje życie pod osłoną utrzymywanego z wysokich podatków parasola ochronnego (vide jeden z byłych prezesów UPR).
3. Pół żartem, pół serio: antyprzedsiębiorczość rodząca przedsiębiorczość
Nie tylko sfera administracyjna żyje z braku wdrożenia prorynkowych założeń liberałów. To również prężna gałąź sektora prywatnego – księgowość, radcy prawni, doradcy podatkowi, wszelkiej maści consulting. To na pewno też napędza machinę edukacyjną w tych dziedzinach. Ludzie z tego sektora mają dzięki tworzonej przez lata sieci wpływów realną władzę, której nie da się przejąć rozporządzeniem czy ustawą.
II. A do tego rozum i doświadczenie podpowiada mi, że (oczywiście absolutnie nie kwestionuję przy tym bezsensowności czasu otwierania działalności gospodarczej, kultu stempla czy osobnych numerów PESEL/REGON i NIP)
4. Idee wolnorynkowe nie chronią państwa przed mieszanką wybuchową: chciwością i głupotą
Patrz ostatni kryzys na rynku kredytów hipotecznych w USA (nie mówię o całym obecnym kryzysie finansowym) – efekt chciwości i krótkowzroczności zarządzających bankami – nastawienia na sprzedaż, a nie jakość kredytów – nie miałby miejsca u nas, gdzie rola nadzoru państwa jest daleko bardziej istotna niż w USA.
5. i najważniejsze – czy większość społeczeństwa chciałaby żyć w warunkach, jakie narzuca liberalizm gospodarczy?
Bo spójrzmy na to nieco szerzej niż pan Janusz Korwin-Mikke – kto chciałby poruszać się w ruchu drogowym, gdzie nie ma obowiązkowego ubezpieczenia OC czy brak instytucji UFG? Kto chciałby korzystać z usług pozostawionych samopas (bez nadzoru urzędników) mono- lub oligopoli energetycznych czy telekomunikacyjnych, banków czy nawet importerów chińszczyzny? Wreszcie – kto chciałby żyć w społeczeństwie niepiśmiennych debili? (Aczkolwiek piśmiennych debili nie brak
) A to wszystko niestety z czegoś trzeba sfinansować…
Październik miesiącem oszczędzania
Tak mi się jakoś przypomniało dzisiaj, wraz z początkiem nowego miesiąca to propagandowe hasło, które przeczytałem już jako świadomy finansowo dzieciak na początku podstawówki, gdy na początku roku pani w szkole (już za 3 RP) rozdała książeczki Szkolnej Kasy Oszczędności, w skrócie SKO. Ale po kolei:
Najpierw była oldschoolowa książeczka PKO, założona przez dziadka na moje nazwisko. Dawała radochę, bo w roku 1993-1994 mimo niewielkich sald (rzędu kilkuset tysięcy starych złotych, no nie wiem, może ciut więcej) po dopisaniu odsetek w okienku kasowym pieniądze rosły w oczach i dawało to satysfakcję z oszczędzania, gdy po jakimś czasie można było sobie kupić jakiś fajny artefakt.
W międzyczasie wielka ściema pt. książeczka SKO ze wspomnianym propagandowym hasłem, na której środki kasowane przez panią w ogóle były nieoprocentowane. Warto dodać, że oprocentowanie w PKO było dwucyfrowe. Chyba nikt się na to nie dał nabrać, bo większość i tak wydawała kieszonkowe od razu, a mniejszość była „uświadomiona” przez rodziców.
A nieco później pierwsza debetówka Banku Śląskiego z prawdziwym rachunkiem w banku, oprocentowanie nadal dwucyfrowe, ale po jakimś czasie sporo spadło ;] Jak oprocentowania spadły, ruszył mBank z niesamowitą ofertą i z genialnym pomysłem marketingowym pt. Izzybank. Lata leciały, oferta mBanku przestała odstawać od innych banków, ja zacząłem bawić się w giełdę i – ani się nie obejrzałem – mamy miesiąc oszczędzania A.D. 2009
Test butów rowerowych Specialized Comp MTB
Chyba każdy rowerzysta, który wypuszcza się na wypady nieco dalej, niż do okolicznego parku, a przy okazji interesuje się trendami w sprzęcie dojdzie do wniosku, że warto pomyśleć o zestawie pedały zatrzaskowe+odpowiednie buty. Zalety i wady tego rozwiązania są tak szczegółowo opisane w sieci, że nie będę się na ten temat rozpisywał. I we mnie zrodziła się myśl o zakupie SPD, więc pochodziłem po sklepach, by poprzymierzać buty (pedały to osobna kwestia). Oprócz wymienionych w tytule Speców Comp MTB przymierzałem następujące:
- Shimano SH-M086 – miały za miękką podeszwę (nie kupuję butów na miasto, tylko na rower), za wąskie w przedniej części i design niczym z kosza w hipermarkecie
- jakieś z Decathlona typowo MTB – całkiem fajne, sztywne, sportowe, ale też za wąskie w przedniej części i drogie jak na wyrób niemarkowy
- SIDI Giau – w zasadzie idealne, sztywna podeszwa, rzepy trzymają stopę jak imadło ale nic nie uciska. Bardzo ładne, ale za drogie i bez klamry
Jednak w sklepie znalazłem też Specializedy, model chyba 2008 bo z obniżoną ceną. Pozwolę sobie wrażenia zarówno z zakupu, jak i z późniejszej eksploatacji wymienić w punktach:
++ Typowy dla produktów Specializeda projekt „body geometry”, w przypadku butów oznacza, że wkładka jest tak wyprofilowana, że wewnętrzna część stopy jest wyżej niż zewnętrzna. Dzięki temu kolana pracują w takiej płaszczyźnie, jakiej powinny. W praktyce oznacza to, że przestałem odczuwać w jakikolwiek sposób kolana po przesiadce ze zwykłych pedałów, choć niektórzy straszą bólem kolan po jeździe w SPD. Jednak utrudnia to chodzenie w tych butach, i tak utrudnione przez sztywną podeszwę ![]()
+ Estetyczny wygląd, tak buty prezentują się na żywo:
+/- Klamra, świetna sprawa, stopa sztywno siedzi w bucie przez całą jazdę, ale nic nas nie uciska. Niestety na początku musiała się „dotrzeć”, bywały problemy ze zwolnieniem blokady, ale mam nadzieję bezpowrotnie minęły.
+ Sztywna podeszwa, dzięki której mam poczucie, że żaden miliwat mojej mocy się nie marnuje na jej uginanie
i nie czuć fizycznej obecności bloków
+ Mimo sztywności i ścisłego unieruchomienia stopy przy jeździe super wygodne
+ Łatwy w czyszczeniu materiał wierzchi, aby usunąć błoto wystarczy mokra gąbka i już mamy buty jak nowe
+ kołki w komplecie, dobre na totalne błoto, ale ja nie używam
+/- Dobra wentylacja – zaleta, gdy jest ciepło, przy zimniejszej pogodzie potrzebne ochraniacze
- Metalowe bloki nie są dobrze termicznie odizolowane od wnętrza buta, przy nieco chłodniejszej pogodzie wysysają ciepło niczym radiatory
+ odblaski z tyłu
- jeszcze raz wymienię w osobnym punkcie – chodzenie mocno utrudnione
Żul polski
Jako, że tramwajem ostatnio jeżdżę rzadko, zwłaszcza na liniach jeżdżących poza centrum, rzadko zdarza mi się widzieć postać, którą roboczo nazwę poznański żul tramwajowy (nie chodzi tu o jedną postać, a o grupę tych postaci). Dość rzadkie obcowanie z tą postacią sprawia, że ewolucje w jego imidżu są dla mnie rewolucją. Otóż żul ten ubiera się coraz lepiej. To ubranie sprawia, że żula takiego można rozpoznać jedynie po pozie ciała, ziemistej cerze i smrodzie, który jednak nie jest już tak uporczywy. Wiąże to się pewnie z większą podażą dobrej odzieży, której pozbywa się społeczeństwo. Ba, na pewno przekracza ona popyt generowany przez żuli, gdyż w trakcie ostatniej jazdy tramwajem byłem niemym świadkiem takiej oto sutuacji:
Do tramwaju wchodzi żul oraz dziadek z kijkami do nordic walkingu. Tramwaj stoi dłuższą chwilę, na ławce przystankowej leży kurtka.
dziadek z kijkami do nordic walkingu: Nie zostawił pan kurtki na przystanku?
żul: Kit z nią. Wiosna idzie!
Rzecz miała miejsce we wrześniu.
Niestety za badania dotyczące zmniejszonej smrodliwości nikt mi nie zapłacił, więc nie wskażę powodu tegoż.
Kask GIRO GXL
Biorąc pod uwagę totalny brak wyboru kasków na mój kwadratowy łeb (zwłaszcza w kwestii przymiarki), zakup całkiem udany.
+ Dobre dopasowanie, zwłaszcza dzięki zastosowaniu pokrętła
+ Korzystna cena (ok. 200 zł)
+ Pomimo dużej wagi i niewyszukanej wentylacji można o nim zapomnieć podczas jazdy
- Dość duże połacie czarnego styropianu z tyłu, plastikowa skorupa (choć wtopiona w styropian) pełni rolę chyba bardziej ozdobną niż „nośną”
- Tylko część gąbek „wyjmowalna”
Koszulka NAKAMURA
Koszulka nabyta w Intersporcie. Marka własna sieci (do czego mam stosunek średnio entuzjastyczny), ale przy przymierzaniu jakoś najbardziej mi pasowała.
+ Świetny materiał dający uczucie totalnej suchości, przy tym nie śliski jak w przymierzanej również koszulce Berkner. Obcisły, ale bez przesady krój
+ odblaskowe lamówki z tyłu i fajny wygląd
- dość wysoka cena jak na ciuch „niemarkowy”, cokolwiek to znaczy
- po użyciu dość intensywnie zajeżdża
zostaw komentarz