Widzę jasność – minitest czołówki Petzl Tikka XP
Cóż, nie bawią mnie testy w stylu ngt.pl, gdzie autorzy piszą elaboraty składające się z 1000 słów i opiewające kawałek szmatki czy sznurowadło. Jednak dla jednego akcesorium turystycznego pozwolę sobie na wyjątek. Jest to najlepszy sposób na wydanie 130 złotych i idealny gadżet każdego turysty – czołówka Petzl Tikka XP.

Petzl Tikka XP
W przeciwieństwie do wielodiodowych źródeł światła, jedna, mocna dioda zapewnia jednolite światło całkiem naturalnej barwy. Można je za pomocą plastikowej przesłomy skupić lub rozproszyć. W tej drugiej opcji mamy ładnie i równomiernie oświetloną ścieżkę, niemal jak w przypadku samochodowych ksenonów. To trzeba po prostu zobaczyć! Niesamowite efekty daje tryb boost bez przesłony rozpraszającej, zasięg jest ogromny. Niestety z największą mocą nie poświecimy dłużej niż 20 sekund, jest zabezpieczenie przed przegrzaniem. Godna pochwały jest także trwałość mechanizmu regulacji kąta nachylenia zaczepu na taśmę, mimo częstego używania nie ma ryzyka, że światło zacznie nam padać na nos
Definicja tłumu
“Tłum to przelotne zgromadzenie od kilkudziesięciu do wielu tysięcy osób(…), które spontanicznie i podobnie reagują na te same podniety”
to tak w ramach wspomnień z socjologii
Odlewy głupoty
Odlewnie Polskie złożyły wniosek o upadłość z możliwością zawarcia układu z wierzycielami. Wartość zobowiązań z tytułu zawartych opcji walutowych przekroczyła wartość majątku spółki (PAP)
Pomijając niekorzystne skutki społeczne, jakie niesie stan, w jakim znalazła się spółka, niezmiernie cieszy mnie fakt, że firma jako taka nie będzie ratowana z publicznych pieniędzy. A jeszcze w grudniu premier Waldemar Pawlak zapowiadał pomoc dla firm zawierających niekorzystne transakcje z bankami mające służyć transferowi ryzyka wahań kursowych. Jeszcze raz przypominam o pomijaniu niewątpliwie istotnych kwestii społecznych w moich rozważaniach, ale dlaczego za poczynania zarządzających firmami, speców od odlewów nie mających pojęcia o rynkach walutowych miałby płacić statystyczny Kowalski? Tylko dlatego, że miły pan z banku zaoferował rewelacyjną ofertę? Czyżby wzięcie pod uwagę możliwości wzrostu ceny EUR do poziomu powyżej 4 PLNów i analiza skutków realizacji takiego scenariusza (bardziej niekorzystnych dla firmy niż skutki scenariusza odwrotnego w przypadku banku) było aż tak trudne? Przecież zarządzanie firmą, w tym przypadku giełdową to ogromna odpowiedzialność, która nie powinna być z mocy rozporządzenia uchylana niejako wstecz! Prezes czy też jego prawnik lub doradca (nie wnikam, kto w danym przypadku ponosi odpowiedzialność) to nie Kowalski – operator koparki biorący kredyt hipoteczny, którego ustawodastwo powinno chronić przed niekorzystnymi postanowieniami umów. Wychodzi żądza wyniku za wszelką cenę (jak zauważyła moja promotorka, nota bene też “ważna” zarządzająca, można tu dostrzec wyraźne analogie do “realizacji planu” z minionej epoki) mając w głębokim poważaniu łatwe do przewidzenia ryzyko.
A koty płoną
Wciąż nie milknie sprawa rzekomego obrażenia Grażyny Gęsickiej przez Janusza Palikota. Najbardziej smuci mnie jednak brak nawiązania w licznych relacjach medialnych do meritum sprawy, mianowicie użycia kłamstewek prowskich przez byłą panią minister. Jak wiadomo, ciemny lud wszystko kupuje bez znajomości kontekstu danego zagadnienia. Weźmy chociażby ramy czasowe, w jakich wydatkowane są środki. Obecnie spora część oddawanych inwestycji była współfinansowana ze ZPORRów na lata 2004-2006. Brakuje kontekstu innych krajów i udziału wydanych tam środków w całości puli. Wreszcie brak wspomnienia o gigantycznej bezwładności tworów pt. ministerstwo i urzędy, na którą nie mają wpływu rządzący, no chyba, żeby wraz z przyjściem roztoczyli krwawą rewolucję, która narobiłaby więcej szkody niż pożytku. Ale cóż, wspomniane czynniki nie są tematami medialnymi, nie porwą ciemnego ludu, który z pomocą gazet słyszy tylko fajne frazy-klucze jak np. prostytucja czy 0,3%. Swoją drogą, słowo “prostytucja” z epitetem “polityczna” było to dość trafne określenie, biorąc pod uwagę tę wypowiedź zestawioną z niepodważalną wiedzą pani minister
W BOKu domu maklerskiego, czyli…
… gdzie można przekonać się naocznie o kryzysie?
Na pewno nie na ulicach – siarczysty mróz skłonił stale rezydujących żebraków do ucieczki i konsumpcji przychodów w sposób, którego nawet się nie domyślam. Na pewno nie w sklepach, w których w okresie przedświątecznym działa się masakra, a na 2 dni przed świętami z półek poznikały wszystkie warte uwagi towary (mam nadzieję, że uda mi się kupić jutro jakąś czapkę w miejsce tej śp. Zgubionej). I nie w kościołach – zawartość tacy taka, jak rok wcześniej, ogrzewanie wciąż działa.
Wreszcie – znalazłem! Postanowiłem zamknąć nieużywany od długiego czasu rachunek maklerski przed końcem roku, by uniknąć opłaty za przyszły rok. Operacji tej należało dokonać w BOKu pewnego domu maklerskiego, które to biuro odwiedziłem tylko raz, przy zakładaniu rachunku. Zapamiętałem wtedy dość szczególną atmosferę tego miejsca. Zimno marmurów zostało przyćmione przez emocje grupy emerytów (że sobie pozwolę na synestezję wrażeń) – przynajmniej 5 sztuk, żywo przerzucających egzamplarz Parkietu, głośno dyskutujących i wpatrzonych w wystawiony telewizor z uruchomionymi notowaniami w teletekście. 31.12.2008 ostała się ledwo jedna emerytka – spadek WIG 20 to przy tym lekka korekta. Przypuszczam, że pozostali wcale nie zakupili komputerów i Internetu (zwłaszcza, że dom maklerski to dla tej grupki taki alternatywny kościół, miejsce spotkań z ludźmi). Może powrócą za parę miesięcy, gdy już gorzej nie będzie? Wtedy, gdy kryzys zajrzy do garnków zwykłych konsumentów, tak szczelnie wypełniających w te Święta centra handlowe? Być może i ja wtedy powrócę
zostaw komentarz