W nieprzerwanych objęciach
Trochę nie rozumiem głosów (również Kobiety, z którą byłem w kinie), że “Przerwane objęcia” Almodovara to dość średni film… Ale po kolei: Po pierwsze – Pedro wreszcie wyważył proporcje między “komicznymi” (jego zdaniem) kobietami i “dramatycznymi” mężczyznami – nie tyle i nie tylko chodzi tu o proporcje ilości na ekranie, ile na potencjalnych adresatów tego filmu. Po wtóre, mimo, że reżyser porusza tematykę dość ciężką, to trzyma widza w swoistym plateau przygniecenia ciężarem treści, co rusz obniżając napięcie nienachalnym humorem (np. rozmowy Harry’ego z Diego, postać młodego X-Raya czy tłumaczki z ruchu warg). I stąd więcej na sali było salw śmiechu niż łez żądnych emocji fanek Almodovara
Po trzecie, kiczowatą, barwną scenografię i maksymalne przerysowanie dialogów dostrzeżemy tylko w “filmie w filmie” – tradycyjnemu już zabiegowi twórcy, a nie w całej produkcji… Tak więc, wart obejrzenia również dla mężczyzn film, może nie arcydzieło (tak 8/10 pkt). Chociaż w czasach, gdy pojęcie arcydzieła się zdewaluowało (p. Slumdog), może to jednak nadarcydzieło?
zostaw komentarz