Poznańskie… parkomaty
Procedura obsługi parkomatu firmy Siemens – czyli o parkowaniu w Poznaniu
0. Pod warunkiem, że temp. powietrza wynosi >30 °C, a nasz samochód stoi w pełnym Słońcu, szukamy biletu, który wczoraj sczerniał w takich samych warunkach, wystawiamy ten nieczytelny bilet za szybę i idziemy załatwiać sprawy nie korzystając z parkomatu. KONIEC.
1. Otwieramy portfel.
2. Zaczynamy poszukiwania drobnych.
3. Przypomninamy sobie, że trzeba wreszcie iść do tej instytucji, która mieści się zupełnie nie po drodze, celem doładowania służacej nam jako zakładka do książki karty chipowej do parkomatu, aby uniknąć poszukiwania drobnych.
4. K…, mamy same 10-, 20- i 50-groszówki :/ Czas uruchomić procedurę awaryjną opisaną w kolejnych punktach. Ten model parkomatu, niezależnie od położenia, bez żadnych oporów przyjmuje wyłącznie 1-, 2- i 5-złotówki.
5. Wrzucamy ostrożnym ruchem pierwszą 20-groszówkę. Przechodzi.
6. Robimy to samo z drugą monetą… wróć! bilonem oczywiście
To wszak z punktu widzenia nauki o pieniądzu zasadnicza różnica. Tylko nasz ruch jest taki, jak przy obsłudze kawomatu, a to nie banalny kawomat, tylko poważny parkomat. Limit nie rośnie, a parkomat zaczyna wydawać dziwne dźwięki, podświetlenie miga.
7. W zależności od humoru mamy aż 3 możliwości
![]()
a) dzwonimy do ZDM, zgłaszamy usterkę podając nr rejestracyjny naszego nieopłaconego pojazdu i idziemy załatwiać nasze sprawy. Metoda mało czasochłonna, i dość oszczędnościowa, albowiem jedynym kosztem parkowania jest krótka rozmowa telefoniczna. Co prawda prawnie jesteśmy czyści, ale moralnie nie do końca, bo znamy możliwości b) i c). KONIEC.
b) gapimy się na parkomat, po 3 minutach nasz bilon się wysypuje i wznawiamy procedurę od pktu 5. Bez sensu – metoda czasochłonna.
c) walimy pięścią w parkomat, nasze 40 groszy wysypuje się od razu i wznawiamy procedurę od pktu 5. Nie tracimy czasu, dofinansowujemy miasto, a nasz budżet słusznie jest obciążony fanaberią parkowania w mieście.
8. Po opłaceniu odpowiedniego czasu parkowania, wciskamy zielony przycisk (prawie jak w Sejmie, nie ma tylko karty chipowej, bo niedoładowana), bilecik wyskakuje, wkładamy za szybę. KONIEC.
O subkulturach drogowych
Po bardzo pobieżnej lekturze tematów na motoryzacyjnym forum.gazeta.pl dotyczących pewnych grup kierowców zdecydowałem się na własny temat. Na blogu publikuję zaś ostateczną wersję tekstu
Do zagłębienia się w szczegóły “konkurencyjnych” wątków zniechęciła mnie to fatalna gramatyka i stylistyka (autobusy miejskie) czy też tendencyjność (SUVy) tekstów. A temat dotyczy dość licznie reprezentowanej społeczności, której nadam roboczą nazwę lelum polelum – w skrócie LP. I jest to społeczność, którą prywatnie uważam za najbardziej irytującą, a czasem niebezpieczną grupę na ulicach miast (rzadziej w trasie).
Trudno sklasyfikować LP gołym okiem: z moich obserwacji poruszają się i nowszymi autami segmentu B/C, i Golfami II, jak i małymi suvami typu Freelander, RAV4. Płeć, czas posiadania PJ i wiek też reprezentatywny dla całego narodu (poza niepełnoletnimi i starcami, rzecz jasna).
Głównymi cechami decydującymi o zaliczaniu się do LP jest nieumiejętność podejmowania decyzji i brak wyczucia wymiarów własnego pojazdu. Dla zobrazowania przykład z autopsji sprzed ok. roku: stoję w totalnie nieruchomym się korku w mieście. Ulica dwukierunkowa jednojezdniowa. Po prawej wyjazd z parkingu przyblokowego, więc grzecznie pozostawiam wolny przejazd. Z parkingu wytacza się Focus, kierowany przez jakiegoś tatuśka z rodzinką. Najpierw zastanawia się przez pół minuty, czy wjechać na ulicę, kiwam ręką, widząc, że nic z przeciwka nie jedzie (facet skręcał w przeciwnym kierunku). Ten rusza, ale zamiast wjechać na pożądany pas, staje ok 1m przed osią jezdni, co w ogóle wyklucza obserwację przeciwnego pasa i znowu czeka na nie-wiadomo-co. Ja już nie daję żadnych gestów. Mija kolejna minuta (korek na szczęście wciąż stoi), koleś rusza, ale nie patrzy na przeciwny pas (a było to wykonalne) i elegancko kasuje bok jadącej przepisowo (czyli pewnie 50 km/h) babce. Mnie lekko obrywa się rykoszetem, ale zderzak dzielnie zniósł puknięcie bez rys. Po sprawdzeniu zderzaka mówię, że nie jestem poszkodowany i jeżeli nie mają nic przeciwko, to pojadę dalej, tym bardziej, że wiozę osobę po ekstrakcji zęba. Koleś nie reaguje na słowa, a rodzinka krąży dookoła w amoku.
Inny klasyk LP wiążący się z brakiem wyczucia wymiarów pojazdu, to nadmierne umiłowanie do utrzymywania 1m+ odstępów w stojącym korku i ruszanie w tymże korku z wielosekundowymi zwłokami. Szkoda, że wzorem dawnych egzaminatorów, policjanci nie biegają po ulicach z linijkami i nie dają mandatów za przekraczanie 40 cm. Nie dość, że jest to zachęta dla cwaniaków do wciskania się, to przy codziennym 3-kilometrowym korku wszyscy tracimy z tego tytułu w większej skali konkretne godziny życia. Cwaniactwo w tym przypadku to, mówiąc bez ironii, wręcz wyższe stadium w łańcuchu ewolucji kierowcy (z ubolewaniem stwierdzam, że sam nie cwaniaczę, ale nie wykluczam tego w przyszłości), a nawet patriotyczny obowiązek (mamy więcej czasu na konsumpcję lub zarobkowanie, co kreuje wzrost gospodarczy). Ciekawe jest również, że przy tej powolności LP nie wpuszczają autobusów (a to jest wszak obowiązek, moim zdaniem całkiem racjonalny) czy skręcających z jakichś zupełnie bocznych uliczek.
Kolejna cecha – nieumiejętność dostosowania się do znaków poziomych i to nie z powodu cwaniactwa, ale właśnie z powodu bycia lelum polelum. Przykład – podczas remontu pewnego wiaduktu nad dwupasmówką ruch był kierowany na jeden pas. Ile to “miszczów prostej” mnie wyprzedzało (najczęściej z jakąś powiatową tablicą), następnie gwałtownie hamowało ze 120 do 30 (ograniczenie prędkości dużo wyższe) i nie patrząc na nowe żółte linie (wciąż były 2 pasy w jedną stronę) pakowało się na mój pas. No i ja oczywiście musiałem hamować, co było o tyle problematyczne, że BAS w takich sytuacjach interpretuje moje hamowanie jako awaryjne i istnieje ryzyko, że inne hipotetyczne LP za mną wpakuje się w kufer. Już nie mówię o jeździe pod prąd lub skręcaniu w lewo z prawego pasa na przejazdach jednokierunkowych na parkingach centrów handlowych, zajmowaniu miejsc dla niepełnosprawnych (tu na równi z cwaniakami z SUV), parkowaniu na 2 miejscach przez matizy.
Zapomnienie o istnieniu lusterek łączące się (po raz kolejny) z brakiem wyczucia pojazdu to problem w mieście, jak i na trasie. Uniemożliwianie przejazdu jednośladom (sam nie jeżdżę, z uwagi na wygodę i instynkt samozachowawczy, ale rozumiem argumenty motocyklistów), oburzenie na SUVy “spychające” na pobocze (co oznacza po prostu dla LP oderwanie się od osi jezdni). Mnie jeszcze nikt nie spychał, po prostu będąc wyprzedzanym przez jakiegoś ściganta nie trzymam się środka jezdni, widząc 0,5 km wolnego pobocza zjeżdżam na nie (nic to nikogo nie kosztuje), no i zdejmuję nogę z gazu. Wreszcie, wzorem TIRów na autostradach, “wyścigi” na drogach jednokierunkowych bądź wielopasmowych. Przykład – ograniczenie do 100 km/h – prawy pas jedzie na oko 80, a na lewy musi wskoczyć jakiś koleś w starym trupie jadący 82 km/h, nie widząc, że ktoś chce pojechać sobie z przepisową prędkością.
I wreszcie kwestia trochę zapomniana – ze względu na brak prawdziwej zimy 2007/08. Jest to nieumiejętność jazdy w ekstremalnych warunkach pogodowych. Byle mocniejsza śnieżyca powoduje, że dzięki przede wszystkim (ale w tym przypadku nie tylko) LP drogi stają, a owe dzielne maszyny zaczynają “bredgensa” – taniec na głowie, jak ktoś nie wie. Po raz kolejny w roli głównej “brak wyczucia” samochodu, zaległości w edukacji oraz brak najzwyklejszych opon zimowych (nie mówię o łańcuchach). Jedyny pozytyw jest taki, że zazwyczaj wolne lewe pasy oraz duże luki tworzone przez nie potrafiących ruszyć z miejsca LP dają duże pole do cwaniakowania. I to moralnie usprawiedliwionego, bo trudno mówić o wymuszaniu pierwszeństwa na zakopanym pojeździe
Kim jest zatem LP? Moim zdaniem, powolny, źle wyszkolony, niezdecydowany egoista drogowy. Jak zwalczać LP? Jeżeli chodzi o przyczyny, to raczej zadanie na wiele lat. A objawy? Powiecie – truizm – ale chyba najlepiej “ograniczone zaufanie” i trochę dystansu, zarówno do LP, jak i do siebie
Można co prawda wyjść z auta i obić LP mordę, ale konsekwencje są tego niewarte
zostaw komentarz